Pamiętam też, ze kiedyś po pochodzie siedzieliśmy w upalnym słońcu w parku i jedliśmy lody, dzień był tak piękny jak dziś, żar lał się z nieba, a w nocy na pół świadoma wypijałam jakieś paskudztwo. A miasto następnego dnia zlane było środkami chemicznymi. Po kilku latach poznałam młodego chłopaka, który w ramach służby wojskowej tego samego 1 maja, pracował przy budowie sarkofagu nad elektrownią w Czarnobylu. Choroba powoli pożerała jego ciało.
Ostatni pierwszy maj co się święcił był kompletnie obciachowy, musiałam iść ze szkoły z wychowawczynią rusycystką, pod paskudnymi sztandarami z raczej nie-idolami polskiej młodzieży Hanką Sawicką i Jankiem Krasickim. Ktoś wpadł na artystyczny pomysł wydrukowania na białym tle czerwoną farbą ich rozmytych twarzy, biało-czerwona braliśmy bez oporu, maki z papieru też, ale buźki wzięci nie miały. Nigdy później nie musiałam tego robić.
No, a potem ulicę 1 maja przemianowali na 3 maj co to u Polaków błogi raj. A książki to towar nadal deficytowy, bo drogi okrutnie.Szczerze mówiąc z beletrystki nie kupuję prawie nic. Chyba, że w taniej książce, ale najbliższe sensowne w Krakowie, więc co jakiś czas mam święto książki. Najbliższe pewnie na 1 czerwca, bo z wszystkich marzeń, Mały większy Człowiek takie ma właśnie. Dzień Dziecka w Krakowie :).Z Czarnobylem zanim, związana była ciekawa postać Rozalii z Chodkiewiczów Lubomirskiej, jedynej Polki zgilotynowanej w czasie rewolucji francuskiej, kiedyś gdzieś czytałam, że przed wybuchem jej duch miała się w Czarnobylu pojawiać, ale gdzie....? jak .....?